Gmina Bolesław w powiecie olkuskim potrzebowała obwodnicy, która odciążyłaby centrum miejscowości i sprawniej obsłużyła okoliczne zakłady przemysłowe. Inwestycja kosztowała 7,5 mln zł i pod koniec 2022 r. wreszcie ją otwarto. Kierowcy cieszyli się nią dokładnie dwa miesiące.
14 lutego 2023 r. na nawierzchni pojawiło się zapadlisko – 8 metrów średnicy, 5 metrów głębokości. Drogę natychmiast zamknięto. To był dopiero początek kłopotów. Teren, na którym zbudowano obwodnicę, od lat borykał się ze szkodami górniczymi – w pobliżu znajduje się zatopiona kopalnia, której pompy przez dekady sztucznie utrzymywały niski poziom wód gruntowych. Gdy pompy wyłączono, woda zaczęła wracać tam, gdzie była zawsze.
Od połowy 2024 r. proces przyspieszył. Woda systematycznie zalewa nieczynną już drogę – najpierw zniknęły pobocza, potem bariery energochłonne, a docelowo zbiornik ma osiągnąć powierzchnię niemal 22 hektarów i głębokość około 7 metrów. Innymi słowy: obwodnica nie zostanie naprawiona, bo nie ma czego naprawiać – w jej miejscu powstaje jezioro.
Miejscowi, z charakterystycznym dla takich sytuacji poczuciem humoru, nazwali inwestycję „podwodnicą” i proponowali postawienie przy wjeździe znaku „przeprawa promowa”. Żart, który dobrze oddaje skalę problemu: teren był od dawna objęty ograniczeniami związanymi ze szkodami górniczymi, a mimo to drogę tam zbudowano.
Efekt: 7,5 mln zł publicznych pieniędzy zamieniło się w atrakcyjny, choć zupełnie nieplanowany zbiornik wodny. Gmina Bolesław, zamiast obwodnicy, ma teraz coś, czego nikt nie zamawiał – i czego formalnie nikt nie musi już remontować, bo drogi po prostu nie ma.