Akcyza na urządzenia do e-papierosów naliczana jest w Polsce od sztuki. Nie od ilości nikotyny, nie od pojemności, nie od wartości – od sztuki urządzenia. Czterdzieści złotych za egzemplarz. Producenci przeczytali ten przepis uważnie i zauważyli rzecz, której ustawodawca najwyraźniej nie przewidział: nowoczesne urządzenie składa się zwykle z dwóch części – zbiorniczka na płyn albo wkład tytoniowy oraz podgrzewacza, który to wszystko odparowuje. Skoro podatek dotyczy urządzenia, a nie jego elementów, wystarczy sprzedać elementy osobno. Efekt był taki, że podgrzewacze – czyli właściwie cała elektronika – wypadły z opodatkowania.
Rada Ministrów przyjęła 21 lipca projekt, który to naprawia. Opodatkowana będzie każda część z osobna. Przy okazji stawka rośnie z 40 do 50 zł – i to zarówno za samo urządzenie, jak i za jego części, i za dodatkową kwotę doliczaną do płynu w jednorazówce. Płyn drożeje z 1,80 do 2,20 zł za mililitr.
Rzecznik rządu wyjaśnił, że nowelizacja ma ograniczyć obchodzenie przepisów. Zatrzymajmy się jednak przy arytmetyce nowego rozwiązania. Urządzenie sprzedane w komplecie to jedna sztuka i 50 zł akcyzy. To samo urządzenie sprzedane w dwóch pudełkach to dwie sztuki i 100 zł akcyzy. Ta sama elektronika, ta sama nikotyna, ten sam użytkownik – i dwukrotnie wyższy podatek, w zależności od sposobu zapakowania. Państwo, chcąc zamknąć lukę, stworzyło mechanizm, w którym cena zależy nie od tego, co się kupuje, lecz od tego, czy sprzedawca skręcił to przed wysyłką.
Warto dodać, że to nie pierwsza taka nowelizacja w ostatnim czasie. Poprzednia, obejmująca akcyzą e-papierosy działające na zasadzie indukcji elektromagnetycznej, właśnie trafiła do prezydenta. Wcześniej to samo ministerstwo potrafiło prowadzić równolegle dwa różne projekty zmian w tej samej ustawie akcyzowej.
Wniosek nasuwa się sam: dopóki podatek liczy się od sztuk, a nie od zawartości, prawodawca będzie zawsze o jedną nowelizację za rynkiem. Producenci rozkręcili urządzenie na dwie części, państwo opodatkowało obie. Nie pozostaje nic innego, jak czekać, aż ktoś zacznie sprzedawać osobno obudowę.