Są rachunki, które trudno wystawić inaczej niż z lekkim zażenowaniem. Sejm uchwalił ustawę, na mocy której ZUS umorzy płatnikom około 315 mln zł zaległości składkowych. Chodzi o należności powstałe przed 1 stycznia 1999 roku, których spłata nie została zabezpieczona hipoteką. Razem z kwotą główną znikną odsetki, opłaty dodatkowe oraz koszty upomnienia i egzekucji.
Dlaczego teraz? Odpowiedź daje kalkulator. Według szacunków dalsze ściąganie tych długów przez kolejne 10 lat kosztowałoby około 135 mln zł. Wpływy w tym czasie mają wynieść około 13,9 mln zł. Jak podawały media, w ostatnich latach z takich zaległości udawało się odzyskiwać mniej więcej 4 mln zł rocznie. Ministerstwo rodziny, pracy i polityki społecznej ocenia, że po tylu latach te długi są praktycznie niemożliwe do wyegzekwowania, a koszty ich dochodzenia nieproporcjonalnie wysokie.
Sprawa dotyczy około 7,1 tys. płatników. Ustawa nie obejmuje należności zabezpieczonych hipoteką, a takich dłużników jest około 3,8 tys. Dłużnik, który z umorzenia nie chce skorzystać, może zgłosić to w oświadczeniu do ZUS. Ustawa trafia teraz do Senatu, a przepisy mają wejść w życie pierwszego dnia miesiąca następującego po pięciu miesiącach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.
Trudno nie zauważyć, że ta historia ma wyjątkowo czytelną księgowość. Po jednej stronie dziesięć lat pracy urzędników, listów i egzekucji, po drugiej ułamek tego, co ta praca by kosztowała. Po 27 latach od reformy ktoś w końcu usiadł nad tabelką i zapytał, czy gonitwa jest warta zachodu.
Dług sprzed 1999 roku przeżył więc niejeden system i niejedną rewolucję w papierach. Nie przeżył jednego: rzetelnie policzonego bilansu zysków i strat. Czasem to właśnie arytmetyka okazuje się najskuteczniejszym komornikiem, tyle że w drugą stronę.
Źródło: