Do dziesiątych urodzin polskie prawo traktuje dziecko na rowerze jak pieszego. Może więc jeździć – choćby po chodniku, obok rodzica – bez żadnego dokumentu. W dniu dziesiątych urodzin ta fikcja prawna kończy się z automatu. Problem w tym, że nic w jej miejsce nie wchodzi od razu.
Żeby legalnie prowadzić rower po skończeniu 10 lat, trzeba zdać egzamin na kartę rowerową – organizowany przez szkołę, w konkretnych terminach, a nie na życzenie. Zależnie od tego, kiedy dziecko ma urodziny, a kiedy w jego szkole wypada najbliższy egzamin, przerwa między utratą statusu „pieszego” a zdobyciem karty rowerowej może wynieść ponad 500 dni. Przez półtora roku dziecko, które jeszcze niedawno mogło legalnie jechać na rowerze obok rodzica, nie może zrobić tego samo – nie dlatego, że czegoś nie potrafi, tylko dlatego, że przepisy nie przewidziały dla niego żadnego stanu przejściowego.
16 lipca 2026 roku na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Transportu Rowerowego przedstawiciele organizacji rowerowych opisali ten mechanizm – znany, jak podkreślali, od kilkunastu lat. Ministerstwo Infrastruktury, które za te przepisy odpowiada, wysłało na spotkanie urzędniczki połączone zdalnie. Zapytane wprost, czy resort planuje zmianę prawa, odpowiedziały, że nie mogą się wypowiedzieć, ponieważ osoby zajmujące się tematem merytorycznie nie były obecne – one same zostały oddelegowane wyłącznie „w roli obserwatora”.