Kupujesz od sąsiada używany rower za 2500 zł. Dla fiskusa to transakcja, od której trzeba zapłacić 2 proc. podatku od czynności cywilnoprawnych i w ciągu 14 dni złożyć deklarację PCC-3. Tak działa to od 25 lat, bo limit zwolnienia wynosi 1000 zł i nigdy nie był waloryzowany.
Według eksperta firmy InFakt ceny wzrosły od tamtej pory o ok. 111 proc., a przeciętne wynagrodzenia o blisko 300 proc. Limit stał w miejscu. Efekt: podatkowi podlegają zwykłe zakupy z drugiej ręki, jak smartfon za 2200 zł, rower za 2500 zł czy felgi za 2800 zł. Wielu kupujących po prostu o obowiązku nie wiedziało.
Teraz resort finansów zauważył, że 1000 zł z początku wieku to nie jest 1000 zł dzisiaj. Prezydent podpisał nowelizację podnoszącą próg do 3000 zł. Przepisy wejdą w życie 14 dni po publikacji w Dzienniku Ustaw, według doniesień najprawdopodobniej w listopadzie 2026 r.
Pułapka zostaje jednak na miejscu. To nie jest kwota wolna od podatku: jeśli wartość rzeczy przekroczy 3000 zł choćby o złotówkę, podatek liczy się od całości. Rower za 3500 zł to 70 zł podatku, auto za 10 000 zł to 200 zł. Liczy się wartość rynkowa, a nie cena z umowy, więc zaniżanie jej bywa ryzykowne, bo urząd może ją zakwestionować.
Co więcej, nowy limit również nie będzie powiązany z inflacją. Ekspert InFakt proponuje próg ok. 10 000 zł albo zniesienie PCC przy sprzedaży rzeczy ruchomych między osobami prywatnymi. Na razie skarb państwa po ćwierćwieczu zdążył jedynie dojść do wniosku, że rower to nie luksus.
Źródło: