W Polsce funkcjonariusze publiczni, którzy z racji stanowiska mogą być celem podsłuchu czy inwigilacji, mają do dyspozycji Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego – instytucję powołaną właśnie do tego rodzaju zadań, finansowaną z budżetu państwa. Witold Kozłowski, marszałek województwa małopolskiego w latach 2018-2024, zdecydował się jednak na rozwiązanie równoległe.
Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego przez lata podpisywał umowy z krakowskimi firmami detektywistycznymi. Ich zadaniem było regularne „czyszczenie” pomieszczeń z potencjalnych podsłuchów: wykrywanie ukrytych mikrokamer i mikrofonów, zagłuszaczy sygnału, sprawdzanie linii telefonicznych. Kontroli poddawano nie tylko gabinet w urzędzie, ale też mieszkania służbowe i prywatne rezydencje marszałka.
Usługa nie była jednorazowa – to był stały, miesięczny wydatek rzędu 10 tys. zł. W sumie na przestrzeni lat urząd wydał na ten cel co najmniej 220 tys. zł publicznych pieniędzy. Dla porównania: to więcej, niż wynosi roczna pensja niejednego urzędnika średniego szczebla w tym samym urzędzie.
Zapytany o sprawę urząd marszałkowski nie zaprzeczył istnieniu umów, ale podkreślił, że decyzje o wzmożonych środkach bezpieczeństwa wynikały z konkretnych incydentów z 2021 r. Nie zmienia to jednak podstawowego pytania: po co płacić prywatnym detektywom rok w rok za usługę, którą – przynajmniej w teorii – powinna zapewniać instytucja stworzona dokładnie w tym celu i utrzymywana z tych samych podatków.
Marszałek Kozłowski przez sześć lat kadencji mógł być spokojny o jedno: żaden mikrofon nie podsłuchał go bezkarnie. Mieszkańcy Małopolski mogą być spokojni o inne – wiedzą teraz dokładnie, ile kosztowało to poczucie bezpieczeństwa.
Źródło: https://lubie.krakow.pl/urzad-marszalkowski-placil-za-detektywow-zlecal-marszalek-kozlowski/