Gmina Czernice Borowe na Mazowszu żyła tą sprawą od dwóch lat. Radny Witold Nosarzewski, doświadczony samorządowiec, po zaprzysiężeniu miał – jak każdy radny – trzydzieści dni na złożenie oświadczenia majątkowego. Przepisy wymagają dwóch egzemplarzy: jeden trafia do przewodniczącego rady gminy, drugi do właściwego urzędu skarbowego. Radny z Czernic Borowych zostawił w urzędzie tylko jeden.
W 2024 roku rada gminy większością głosów wygasiła mu mandat. Nosarzewski się nie poddał – tłumaczył, że gdyby wezwano go wprost do złożenia brakującego dokumentu, zrobiłby to od ręki. Zamiast tego dwukrotnie proszono go tylko o „złożenie wyjaśnień” – więc wyjaśnień właśnie udzielił, uznając sprawę za załatwioną.
Gmina widziała to inaczej. Jak tłumaczył radca prawny urzędu, „złożyć” oświadczenie oznacza zostawić w urzędzie dwa egzemplarze, a nie przyjść z dwoma i wyjść z jednym w kieszeni. Wszyscy pozostali radni złożyli po dwa komplety dokumentów – tylko on jeden.
Sprawa trafiła najpierw do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który przyznał rację radzie gminy. Potem do Naczelnego Sądu Administracyjnego – najwyższej instancji sądownictwa administracyjnego w Polsce. W piątek, 10 lipca 2026 roku, skład sędziowski jednoznacznie oddalił skargę kasacyjną radnego i zasądził od niego zwrot kosztów postępowania.
Najwyższy sąd administracyjny kraju formalnie potwierdził więc: brak jednej kartki papieru – przy jednoczesnym istnieniu tej samej kartki w drugim egzemplarzu – wystarczy, by demokratycznie wybrany radny stracił mandat na dobre. Wybory, kampania, głosy mieszkańców – wszystko to okazało się mniej istotne niż pytanie, czy sekretariat gminy dysponował jedną czy dwiema kopiami tego samego dokumentu.
Można by pomyśleć, że najpoważniejszym zagrożeniem dla lokalnej demokracji jest korupcja albo nieudolność. W Czernicach Borowych zagrożeniem okazał się brak ksero.
Źródło: https://www.infoprzasnysz.com/radny-witold-nosarzewski-utracil-mandat-sad-podjal-ostateczna-decyzje/