Alert RCB o ataku z powietrza każe się schronić. Przepisy prawa pracy o tym, co z pracą, pensją i wypadkiem po drodze do schronu, milczą. Pracodawcy układają więc plany ewakuacji na własną rękę, a serwis Prawo.pl zapytał o to Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
Resort zaczął od zastrzeżenia, że nie wydaje powszechnie obowiązującej wykładni prawa. Nadzór i doradztwo należą do Państwowej Inspekcji Pracy, a spory rozstrzygają sądy. Stanowisko przedstawił więc jedynie jako swoje.
Najciekawsze jest to, co z tego stanowiska wynika. Alert nie jest wprost wymieniony wśród zdarzeń usprawiedliwiających nieobecność, więc można go uznać za „inny przypadek” niemożności pracy, o którym decyduje pracodawca. Ma tu swobodę, ale nie nieograniczoną, bo odmowa mogłaby być nadużyciem prawa. Wynagrodzenie? Zgodnie z Kodeksem pracy przysługuje „za pracę wykonaną”, a rozporządzenie nie nakłada obowiązku płacenia za usprawiedliwioną nieobecność z powodu alertu. Pracodawca może wypłacić więcej, jeśli zechce.
Jeszcze ciekawiej robi się przy potknięciu o schody. Według ministerstwa pracodawca ma obowiązki po wypadku także wtedy, gdy zdarzył się podczas alertu, a kwalifikację ustala zespół powypadkowy. Eksperci cytowani przez Prawo.pl różnią się w ocenie: jedna uważa, że upadek w drodze do schronienia na polecenie pracodawcy to prawdopodobnie wypadek przy pracy, druga, że jeśli pracownik jeszcze nie zaczął pracy, najwyżej wypadek w drodze do pracy. Artykuł nie podaje ani stanowiska ZUS, ani PIP, ani orzecznictwa.
Państwo mówi więc: schowaj się natychmiast. Czy ci za to zapłacą i jak to nazwą, gdy złamiesz nogę na schodach do schronu, ustalą pracodawca, zespół powypadkowy, a w razie sporu sąd. Alert ostrzega w kilka sekund, a odpowiedzi na te pytania wciąż nie ma.
Źródło: