W Kołobrzegu posiadacz aktywnej Kołobrzeskiej Karty Mieszkańca może zaparkować w strefie płatnego parkowania przez maksymalnie 60 minut bez opłaty. Brzmi jak uczciwy deal dla tych, którzy w mieście mieszkają. Haczyk tkwi w tym, o co miasto pyta przy okazji: nie o to, czy ktoś mieszka w Kołobrzegu i faktycznie jeździ tym samochodem, tylko o to, na jakiej podstawie prawnej ma do niego dostęp.
Preferencja przysługuje właścicielom pojazdów oraz osobom, które używają ich na podstawie leasingu lub najmu. Nie obejmuje natomiast mieszkańców, którzy jeżdżą samochodem służbowym powierzonym przez pracodawcę, także prywatnie. Jak ujął to Rzecznik Praw Obywatelskich, o możliwości skorzystania z preferencji decyduje rodzaj tytułu prawnego do pojazdu.
Efekt jest taki, że dwóch kołobrzeżan może stać na tym samym miejscu, w tej samej strefie, z tą samą kartą w portfelu. Jeden zapłaci za parkowanie, drugi nie. Różnicę robi nie ich adres ani to, ile kilometrów robią po mieście, tylko papier, z którego wynika, kto jest właścicielem auta albo kto je wynajął.
RPO uznał, że to narusza konstytucyjną zasadę równego traktowania obywateli (art. 32 Konstytucji), i zaskarżył przepis do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie. Zdaniem Rzecznika kluczowe powinno być to, czy ktoś mieszka w Kołobrzegu i faktycznie używa samochodu, a nie forma prawna tego używania.
Miasto w piśmie z 6 października 2026 r. odpowiada, że przygotowuje projekt uchwały zmieniającej, który objąłby zerową stawką także mieszkańców jeżdżących autami powierzonymi przez pracodawcę. Ostateczna decyzja należy jednak do Rady Miasta. Do tego czasu urząd prosi sąd o zawieszenie postępowania, a po wejściu zmian w życie ma wnioskować o jego umorzenie. Sprawa czeka więc na rozpoznanie, a pytanie, kto jest „prawdziwym” mieszkańcem, zostaje na razie w rękach księgowości.
Źródło: