Mieszkanka jednej z gmin czekała na wznowienie zawieszonego postępowania w sprawie warunków zabudowy. Wójt milczał, więc zrobiła to, co przewiduje procedura: złożyła ponaglenie. Elektronicznie, o 16:48. Do urzędu dotarło o 17:53.
Potem złożyła skargę na bezczynność, podpisaną o 17:14 i doręczoną o 18:20. Między dotarciem jednego pisma a drugiego minęło 27 minut. Urzędnik, który w tym czasie zdążyłby co najwyżej zaparzyć herbatę, nie miał szans nawet otworzyć pierwszego z nich.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie uznał, że to za wcześnie. Jego zdaniem do wniesienia skargi na bezczynność wymagany jest upływ siedmiodniowego terminu od otrzymania ponaglenia przez właściwy organ. Czyli: urząd, który i tak nie reaguje, miał dostać jeszcze tydzień na niereagowanie.
Naczelny Sąd Administracyjny (postanowienie z 5 sierpnia 2026 r., sygn. II OSK 1347/26) się z tym nie zgodził i prawomocnie uchylił zaskarżone postanowienie WSA. Skargę na bezczynność lub przewlekłe prowadzenie postępowania można skutecznie wnieść w każdym czasie po wniesieniu ponaglenia, a do jej skuteczności nie jest konieczny upływ terminu potrzebnego na reakcję organu wyższego stopnia.
Wynika z tego, że obywatel, który czeka na decyzję urzędu, nie musi dodatkowo czekać na to, aż sąd uzna, że poczekał wystarczająco długo. Że trzeba to było rozstrzygać aż w NSA, to już osobna puenta. Źródło nie podaje, jak zakończyła się sama sprawa o warunki zabudowy ani ile pani czekała na wójta, zanim w ogóle sięgnęła po ponaglenie.
Źródło: