W Polsce żyje już prawie 2200 gatunków obcych roślin, zwierząt i grzybów. Tyle wynika z listy prowadzonej w krakowskim Instytucie Ochrony Przyrody PAN.
Lista unijna obejmuje 88 pozycji, polska zaledwie 18 gatunków, wśród nich barszcz Sosnowskiego i odmiany rdestów. Ustawa z 2021 roku mówi, że każdy, kto stwierdzi w środowisku takie okazy, powinien zgłosić to gminie. Za naruszenia ustawy grozi administracyjna kara pieniężna do miliona złotych.
Pojawia się za to drobny kłopot z nazewnictwem. Małż Corbicula fluminea, który może zagrażać urządzeniom wodociągowym, nie ma urzędowej polskiej nazwy, figuruje wyłącznie pod łacińską. Trudno zgłosić gminie kogoś, kogo nawet nie da się przedstawić po polsku.
Jest też luka większa niż jakikolwiek małż. Według artykułu w prawo.pl, prawo w praktyce uniemożliwia nałożenie obowiązku usuwania takich roślin na zarządców nieruchomości Skarbu Państwa, czyli często dróg publicznych i linii kolejowych. Najwyższa Izba Kontroli wytykała braki w systemie zwalczania gatunków inwazyjnych, w tym brak jasnego wskazania odpowiedzialnych podmiotów. Mimo upływu dwóch lat od kontroli niewiele się zmieniło.
A w Konstancinie-Jeziornej jeziorka opanowały podstarzałe żółwie, pochodzące z porzuceń z lat 90. Nierzadko traktuje się je jak folklor.
Morał? Właściciel działki ma meldować, a państwo na własnych poboczach może poczekać. Obcy gatunek ma w Polsce dobre perspektywy: zanim doczeka się nazwy i właściciela obowiązku, zdąży zapuścić korzenie, a może i dostać status zabytku.
Źródło: