Mieszkaniec zapytał wójta o coś, co wydaje się oczywiste: poprosił o kopie dyplomu ukończenia studiów i dyplomu MBA. Urząd odpowiedział, że to nie informacja publiczna, bo dokumenty są prywatne i znajdują się wyłącznie u samego wójta. Mieszkaniec poszedł do sądu ze skargą na bezczynność.
Argumentował, że wykształcenie wiąże się z pełnieniem funkcji publicznej i podlega społecznej kontroli. Dodał, że sam wójt powoływał się na swoje wykształcenie, w tym MBA, w wywiadzie radiowym, więc trudno mówić o sprawie czysto prywatnej. Gmina wnosiła o oddalenie skargi, przekonując, że nie można zmuszać urzędników do udostępniania prywatnych dokumentów, i zauważyła, że wymagania wobec wójta nie przewidują żadnego wykształcenia.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie przyznał skarżącemu rację w połowie. Uznał, że informacje o osobach pełniących funkcje we władzach publicznych i o ich kompetencjach są informacją publiczną, więc o wykształcenie wójta zapytać wolno. Tyle że skarżący nie zapytał o samą informację, tylko o kopie dyplomów. A ustawa, według sądu, nie daje dostępu do nośnika, czyli dokumentu, w którym ta informacja się znajduje. Skargę oddalono.
Wniosek jest więc taki: wójt może mieć dyplom, który jest ważną informacją publiczną, ale zobaczyć go nie możesz, bo to już tylko papier. Można zapytać, czy wójt studiował. Dowodu na to, że studiował, żądać nie wolno. Pikanterii sprawie dodaje powszechna i legalna praktyka składania kopii świadectwa kwalifikacji lub ukończenia studiów w procesie ubiegania się o jakąkolwiek pracę w dowolnej firmie. Mamy tu więc przykład na dwa absurdy jednocześnie – dysproporcję pomiędzy zwykłym kowalskim i politykiem oraz przyznanie przez są racji obywatelowi oraz nieprzyznanie jej za jednym razem.
Wyrok z 18 sierpnia 2026 r. (sygn. II SAB/Ol 137/26) jest nieprawomocny.
Źródło: