Zaparkowałeś pod sklepem parę minut za długo albo źle ustawiłeś kartonik z godziną przyjazdu? Na szybie może czekać dokument, który wygląda niemal jak policyjny mandat – żółty lub czerwony nadruk, urzędowy krój pisma, kwota do zapłaty, termin. Problem w tym, że to nie mandat. To zwykłe wezwanie do zapłaty od prywatnej firmy, bez żadnej mocy prawnej, jaką ma prawdziwy mandat karny – ale mało kto to wie, więc większość po prostu płaci.
Skala zjawiska rośnie razem ze skargami. Tylko w pierwszej połowie 2026 r. do UOKiK wpłynęło 456 zgłoszeń dotyczących dodatkowych opłat na parkingach przy sklepach. Klienci najczęściej narzekają na to samo: regulamin parkingu ledwo widoczny na jednej, niepozornej tabliczce, błyskawicznie wystawiane wezwania do zapłaty i automatycznie odrzucane reklamacje, jakby były rozpatrywane bez czytania.
W tej fali zapadła właśnie pierwsza prawomocna kara. Spółka Prawne Rozwiązania Parkingowe z Katowic zapłaci 42 730 zł – nie za same praktyki wobec kierowców (to postępowanie wyjaśniające wciąż trwa), tylko za odmowę udzielenia UOKiK informacji, o które urząd pytał, sprawdzając, czy firma ogranicza klientom możliwość składania reklamacji, narzuca dodatkowe wymogi formalne i straszy przekazaniem „długu” do rejestru dłużników.
Innymi słowy: zanim UOKiK zdążył w ogóle ustalić, czy proceder z parkingowymi pseudomandatami jest nieuczciwy, ukarał firmę za to, że nie chciała mu w tym ustaleniu pomóc. Postępowanie trwa dalej, a klienci wciąż dostają na wycieraczki dokumenty, które – mimo że prawnie nieważne jak zwykła kartka papieru – wyglądają na tyle groźnie, że najprościej po prostu zapłacić i zapomnieć. Co, nawiasem mówiąc, jest dokładnie efektem, na jaki liczy ich projektant.