W ewidencji gruntów i budynków są działki oznaczone jako rowy, przy których nie wskazano właściciela. Jako samoistni posiadacze figurują tam czasem gminy albo Skarb Państwa. Według Związku Powiatów Polskich gminy i Wody Polskie nie chcą ponosić kosztów ani zarządzać takimi rowami, a rolnicy z sąsiednich gruntów, nie mając tytułu prawnego, nie wypełniają obowiązków z Prawa wodnego. Efekt jest taki, że rowy zarastają i coraz rzadziej spełniają swoją funkcję.
Związek zaproponował trzy rozwiązania: przyznanie własności właścicielom przyległych nieruchomości decyzją wojewody lub starosty, wpis własności gminy z urzędu albo wskazanie w przepisach Wód Polskich jako odpowiedzialnych. Zapytał też ministerstwo o oficjalne stanowisko.
Ministerstwo Infrastruktury nie poparło żadnej z trzech propozycji. Przeniesienie własności odrzuca ze względu na znaczne koszty dla budżetu państwa, choć kosztów w liczbach nie podaje. Wskazuje Wody Polskie jako podmiot odpowiedzialny, a jednocześnie przyznaje, że z powodu ograniczonego finansowania zajmują się one w pierwszej kolejności zadaniami priorytetowymi. Własnej koncepcji rozwiązania problemu resort według relacji nie przedstawił.
Samorządowcy też nie są zgodni. Jedni popierają wniosek związku, inni uważają pierwszą opcję za bardzo ryzykowną i sprzeciwiają się komunalizacji, bo gminy mają już duże wydatki. Przedstawiciel Związku Gmin Wiejskich zwraca uwagę, że spór dotyczy własności, a nie utrzymania rowów, i że obowiązek utrzymania można nałożyć bez przenoszenia własności.
Rów, który nie ma właściciela, ma za to komplet osób, które wiedzą, że nie one za niego odpowiadają. Woda swoje wie i przestaje odpływać.
Źródło: