Program profilaktyczny „Moje Zdrowie” bada nerki, ale tylko dwoma parametrami: kreatyniną i eGFR. Posłanka Katarzyna Osos zapytała w interpelacji, czy dołożyć do nich test uACR, czyli stosunek albuminy do kreatyniny w moczu, który ma monitorować zwiększone wydalanie albuminy u osób z cukrzycą, nadciśnieniem i chorobami sercowo-naczyniowymi.
Odpowiedział wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski. Test ma swoją specyfikę kliniczną: u pacjentów z grup ryzyka przewlekłej choroby nerek może być zasadny na przykład raz w roku, a w określonych sytuacjach klinicznych konieczne bywa powtórzenie go w krótszym terminie. Dlatego, jak wyjaśniło ministerstwo, lepiej włączyć go do ogólnego budżetu diagnostycznego podstawowej opieki zdrowotnej niż do katalogu badań programu.
Jest też wątek optymistyczny. Resort zlecił Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji ocenę zasadności zmian, a badanie uACR będzie mógł zlecić również lekarz POZ, niezależnie od realizacji opieki koordynowanej.
Wszystko układa się w logiczną całość, choć trochę jak plan dojazdu z objazdem. Test jest ważny na tyle, że warto go robić regularnie, a bywa, że częściej. Właśnie dlatego nie trafia do programu, który ma badać regularnie.
To wzorcowy przykład, jak argument przemawiający za badaniem staje się argumentem przeciwko jego umieszczeniu tam, gdzie badania się właśnie robi. Nerki, jak to nerki, pracują cicho i cierpliwie. W tym są akurat w idealnej zgodzie z administracją.
Źródło: