We wsi Zakęcie w gminie Otyń stoi budynek, którego nikt przez cztery lata nie mógł użyć – a i tak musiał powstać. To publiczna toaleta, która kosztowała gminę 165 882,78 zł. Nie chodziło jednak o wygodę mieszkańców czy turystów. Chodziło o przepisy.
Żeby dostać dofinansowanie na remont drogi prowadzącej do Zakęcia, gmina musiała wykazać, że trasa prowadzi do „budynku użyteczności publicznej”. Droga sama w sobie takim budynkiem nie jest, więc jakiś budynek trzeba było postawić – i tak w 2021 r. w szczerym polu stanęła toaleta. Nie po to, żeby służyła ludziom. Po to, żeby formalnie istniała.
Skutek był przewidywalny: obiekt stał zamknięty na cztery spusty. Przez cztery lata mieszkańcy mijali budynek, do którego nie mieli wstępu, a który powstał teoretycznie dla nich. Dopiero gdy lokalny dziennikarz radiowy nagrał reportaż zatytułowany, bez cienia uprzejmości, „Kibel jak kibel, czyli antrapa w polu”, gmina zdecydowała się otworzyć drzwi – w październiku 2025 r. W środku czekała muszla, przewijak, lustro i nowoczesna umywalka „4 w 1”, która dozuje wodę, płyn dezynfekujący, mydło i strumień ciepłego powietrza.
Sprawa trafiła do „Czarnej Księgi wydatków publicznych” Warsaw Enterprise Institute jako jeden z symboli tego, jak przepisy potrafią wymusić powstanie budynku-widma – drogiego, funkcjonalnego na papierze, a przez lata zupełnie martwego w rzeczywistości.
Jest jednak i dobra wiadomość: od października 2025 r. każdy przejeżdżający przez Zakęcie może wreszcie skorzystać z toalety, na którą złożyli się wszyscy podatnicy gminy Otyń. Wystarczyło tylko poczekać cztery lata i nagranie jednego reportażu.