Pewien przedsiębiorca z branży piekarniczej zapytał Głównego Inspektora Pracy o rzecz prostą: czy ludzi, którzy sami wybierają, kiedy pracują, można zatrudniać na zleceniu. Dostał dwie interpretacje indywidualne, wydane w odstępie tygodnia, i dwie różne odpowiedzi.
W sierpniu 2026 roku inspekcja uznała, że kierowcy rozwożący pieczywo to zlecenie, a nie etat. Powód: mogą odmówić kursu, sami określają dyspozycyjność, a umowa dopuszcza wykonanie zlecenia przez osobę trzecią. Tydzień później inspekcja spojrzała na studentów, którzy też sami wskazują dni i godziny, bo muszą pogodzić pracę z zajęciami. Wniosek był odwrotny: to stosunek pracy. Bo kto się zjawi, ten dostaje od pracodawcy zadania na bieżąco, a to według inspekcji jest istotą podporządkowania pracowniczego. Kierowca jak się zjawi to też dostaje od pracodawcy dyspozycje gdzie i w jakiej kolejności ma pojechać….
Uczciwie trzeba przyznać, że to nie jest bezpośrednia sprzeczność, bo stany faktyczne się różnią. Kierowca jedzie kurs za stałą stawkę i może wysłać zastępcę. Student, który stanie za ladą lub przy produkcji, nie wie z góry, co dziś będzie robił, i zastępcy wysłać nie może. Prawnicy cytowani przez prawo.pl wskazują, że dla inspekcji coraz większe znaczenie ma faktyczny przebieg współpracy, a jeden z nich dodaje, że sądy nie muszą podzielać tego stanowiska.
Morał dla przedsiębiorców jest więc taki: sam elastyczny grafik niczego nie przesądza. Liczy się to, kto decyduje o treści dnia pracy i czy można przysłać kogoś innego. Trudno się jednak nie oprzeć wrażeniu, że jeszcze istotniejsze jest to, kto podejmuje interpretuje i wydaje decyzję. Jak zwykle – to wola i dobry humor urzędnika są ostatecznym wyznacznikiem prawa…
Grafik może być elastyczny jak ciasto drożdżowe. Inspekcja i tak sprawdzi, kto je ugniata, a zleceniodawcy zostaje tylko liczyć, że wyrośnie po jej myśli.
Źródło: